23.08.2016

Czym jest Rodzicielstwo Bliskości?


Dla mnie szacunkiem, spokojem, słuchaniem, czułością.
Bliskością i przytulaniem.
Troską i wyrozumiałością.
Nie tylko do dzieci.
Do siebie też.
I takim myśleniem, że jako rodzina jesteśmy wspólnotą, drużyną, teamem. Że dbamy o to, żeby każdy w tej drużynie czuł się potrzebny, bezpieczny i kochany. I żeby mógł być sobą.

Rodzicielstwo Bliskości to był mój wybór sprzed 11 lat, jako matki. Na początku intuicyjny, potem poparty wiedzą i doświadczeniem. Wybór, który, jako jedyny, był zgodny z moim sercem.
Bez kar, manipulacji, chłodu, krzyku i stresu. Za to z szacunkiem i zaufaniem. Z otwartą komunikacją i nazywaniem wszystkich uczuć. Taką chciałam tworzyć rodzinę.
Moje dzieci rosną, rozwijają się, mierzą się ze światem i swoimi uczuciami, uczą się swoich granic i potrzeb, doświadczają sukcesów i porażek, przyjaźnią się, kłócą się, płaczą, cieszą się. Kiedy widzę, jak sobie radzą, mam tylko potwierdzenie, że ten wybór był jedynie słuszny. Że szacunek buduje szacunek. Że czułość wraca. Że zaufanie to wielki dar.
I choć takie bycie rodzicem wymaga wysiłku, samoświadomości, rozwoju, odpowiedzialności za swoje potrzeby i uczucia, często przynosi frustrację i zmęczenie, to nie zamieniłabym go na żaden inny model.
Bo dużo się dostaje. Bardzo dużo.

Jakiś czas temu zostałam zaproszona do niezwykłego projektu. Zaprosiła mnie do niego moja serdeczna koleżanka Kasia Gałązka, która możecie znać z tego bloga. Albo z tego. ( a tak w ogóle, to bardzo polecam Wam udanie się na seminaria inspirujące do Kasi, są świetne i budzą serce.)
Projekt dotyczył nakręcenia filmu promującego Rodzicielstwo Bliskości z okazji Festiwalu Rodzicielstwa Bliskości.
A ja miałam zrobić fotosy z jednego dnia pracy ekipy.

To był niezwykły dzień. Intensywny i nieco szalony. Patrzyłam, jak wiele pracy, zaangażowania i profesjonalizmu wymaga nakręcenie jednej, niby-zwykłej, sceny. Ja po kilku godzinach wróciłam wykończona, a przecież tylko stałam z boku i robiłam zdjęcia ;-)

Głową i sercem tego filmu jest reżyserka Magda Targosz. 
Oraz cała ekipa ludzi, która bez wahania weszła w ten projekt. Filmowcy, aktorzy, dzieci. A nawet pies :-)
Wielki szacunek!

TUTAJ (klik) obejrzycie ten wzruszający film.


A ja zachęcam Was do takiego rodzicielstwa.
I oczywiście do wzięcia udziału w Festiwalu, który odbędzie się 16-18 września w Łodzi.

Spot wyprodukowała Film Produkcja. 
Reżyser: Magda Targosz, operator obrazu: Jeremiasz Prokopowicz, Mikołaj Łebkowski, producent/ kierownik produkcji Anita Kozłowska-Żurek.
Fotosy w poście mojego autorstwa :-)
























21.08.2016

Tulenie, czułość i ŁadneBebe


Zapraszam Was na portal Ładne Bebe, gdzie w cyklu "Tulenie z Tuli" , Ewa opowiada o swoim i swojego męża rodzicielstwie z dwoma cudnymi chłopakami.

"Dzisiaj oczekiwania wobec rodziców, szczególnie mam, są ogromne. Prędzej czy później pojawia się ogromna frustracja, że nie udaje się zrobić wszystkiego idealnie. Ja przy dwójce chciałam tylko przetrwać (śmiech)! To pozwoliło mi złapać dystans, dać sobie luz i popełniać błędy, na których się uczę. Nie jestem idealną mamą,  chciałabym za to być fajną mamą, żeby moi synowie mogli zawsze do mnie przyjść kiedy będą mieli jakiś problem. Żeby mieli poczucie akceptacji i bezpieczeństwa i tego nie odpuszczę. Chciałabym, żeby nie czuli się przez nas osaczeni, tylko wspierani, żeby sami odkrywali, co lubią a czego nie i szukali sposobów, jak do tego dojść."

Miałam wielką przyjemność spędzić z tą rodziną kilka godzin i zrobić im zdjęcia.
Wyszłam nasycona ich czułością, radością i współpracą.
To był dobry czas.
 





19.08.2016

Dla fotografii


Dziś 177-lecie wynalezienia fotografii, jak nachalnie informuje mnie Facebook od rana ;-)
Wobec tego - moje eksperymenty i impresje fotograficzne. Bo aparat to tylko pretekst do pokazania... siebie.
W podziękowaniu dla tej najbardziej demokratycznej ze sztuk.
Na zdjęciu Lackowa, najwyższy szczyt Beskidu Niskiego.

16.08.2016

Kraków, Kraków...


Kraków to jest zawsze dobry kierunek.
Do przyjaciółki.
Do kotów - Zuzanny i Zenona.
Na balkonik z powojnikami.
Połazić po muzeach, parkach i knajpkach. Przejść się raniutko pod Halę Grzegórzecką, żeby wśród rupieci wypatrzeć garnek w kwiaty. Patrzeć, jak słońce przebija się przez Planty. Iść z biegiem Wisły, zgubić się na Podgórzu.
Jeden cały dzień przespać z tą cudowną świadomością, że absolutnie nikt nie ma ci tego za złe. Za długo się w końcu znamy.
Gadać do rana, razem gotować, gdzieś jeździć, skądś wracać, odwiedzać znajomych, przyjmować znajomych.
Śmiać się.
Doradzać sobie, zwierzać się, różnić się w ocenie rzeczywistości. Ładować się tą różnicą.
Zrobić dosłownie kilka zdjęć, choć aparat był cały czas pod ręką. Ale tak się gadało, że nie było czasu na wyciąganie go.
A na koniec dostać jabłek i powideł.
Dobry dom, dobry czas.
Mój MikroKraków.