poniedziałek, 26 kwietnia 2010

Zosia

Rok temu już dwa dni miałam Ją ze sobą.
Nie wypuszczałam małego tobołka z rąk. Bez obaw spałam z Nią, nosiłam, przytulałam.
Niechętnie kładłam w plastikowym kojczyku.
Czekałam, aż znajdziemy się w domu i będę mogła włożyć Ją w chustę i mieć nieustająco przy sobie.

Kiedy moja położna Marysia Romanowska przystawiła mi Ją do piersi, poczułam powalającą falę przyjemności.
Ciało pamiętało, jak to jest karmić.
To było doświadczenie magiczne.
Byłam zaskoczona, że TO może być tak przyjemne.
Karmienie, przewijanie, przytulanie...
Bycie mamą...
Takie proste.

Zosia wniosła w naszą rodzinę nieskrępowaną radość.

Jest moją nauczycielką Łączenia:
miłości do dwojga dzieci
pracy i mamowania
bycia mamą i bycia żoną
wygody i wyzwań (ach, to pranie pieluch versus jednorazówki ;-), ach, te ekologiczne zupki versus słoiczki ;-)

Moja uśmiechnięta, zadowolona z życia Córeczka.
Bycie z Nią pokazuje mi, że jedyna, jedynie słuszna droga nie istnieje.
Że można łączyć.
To wielka ulga.
Dziękuję Ci za to, Zosiu.
Rośnij zdrowa i szczęśliwa!

Zosia i jej urodzinowy torcik kukurydziany


Roczna, potargana Zosia z Babcią Ewą


Odpoczynek na tacie po urodzinowych szaleństwach

5 komentarze:

  1. Super laska ;-) My też za chwilkę rocznikujemy :) pozdr/mi

    OdpowiedzUsuń
  2. Zosiu,
    ale ty wyrosłaś!
    Bądź dalej tak uśmiechniętą dziewczynką!
    Całuję
    Monika i spółka

    OdpowiedzUsuń
  3. O rany! To juz! No tak, przeciez o Anieli to juz prawie mysle, jako o połtoraroczniaku. Wszystkiego co, najlepsze i do zobaczenia latem!
    AAAA z Domu na Łąkach

    OdpowiedzUsuń