Nie wypuszczałam małego tobołka z rąk. Bez obaw spałam z Nią, nosiłam, przytulałam.
Niechętnie kładłam w plastikowym kojczyku.
Czekałam, aż znajdziemy się w domu i będę mogła włożyć Ją w chustę i mieć nieustająco przy sobie.
Kiedy moja położna Marysia Romanowska przystawiła mi Ją do piersi, poczułam powalającą falę przyjemności.
Ciało pamiętało, jak to jest karmić.
To było doświadczenie magiczne.
Byłam zaskoczona, że TO może być tak przyjemne.
Karmienie, przewijanie, przytulanie...
Bycie mamą...
Takie proste.
Zosia wniosła w naszą rodzinę nieskrępowaną radość.
Jest moją nauczycielką Łączenia:
miłości do dwojga dzieci
pracy i mamowania
bycia mamą i bycia żoną
wygody i wyzwań (ach, to pranie pieluch versus jednorazówki ;-), ach, te ekologiczne zupki versus słoiczki ;-)
Moja uśmiechnięta, zadowolona z życia Córeczka.
Bycie z Nią pokazuje mi, że jedyna, jedynie słuszna droga nie istnieje.
Że można łączyć.
To wielka ulga.
Dziękuję Ci za to, Zosiu.
Rośnij zdrowa i szczęśliwa!
Zosia i jej urodzinowy torcik kukurydziany
Roczna, potargana Zosia z Babcią Ewą
Odpoczynek na tacie po urodzinowych szaleństwach
Super laska ;-) My też za chwilkę rocznikujemy :) pozdr/mi
OdpowiedzUsuńZosiu,
OdpowiedzUsuńale ty wyrosłaś!
Bądź dalej tak uśmiechniętą dziewczynką!
Całuję
Monika i spółka
100 lat Zosiu :)
OdpowiedzUsuńO rany! To juz! No tak, przeciez o Anieli to juz prawie mysle, jako o połtoraroczniaku. Wszystkiego co, najlepsze i do zobaczenia latem!
OdpowiedzUsuńAAAA z Domu na Łąkach
Dziękujemy za życzenia :-)
OdpowiedzUsuń