Jest piękny czerwcowy poranek, świeci słońce, córeczka śpi, synek pomaszerował do przedszkola, ja piję kawę w ulubionym kubku.
Idylla.
Otwieram wczorajszą Gazetę Wyborczą, żeby ją poczytać do śniadania. Przerzucam strony, śmieję się pod nosem widząc nadętość kandydatów na prezydenta.
I docieram do tego zdjęcia i tekstu:
http://wyborcza.pl/1,76842,8023308,Obrzezanie_irackich_Kurdyjek.html
I zamieram.
Znam temat obrzezania dziewczynek, zawsze byłam przeciw, ale teraz, gdy mam córkę, moje matczyne serce się rozpada...
Jak można zadawać taki ból swojej córce?
Jak można trzymać ją w żelaznym uścisku, gdy tymczasem inna kobieta ją okalecza?
Jak można być tak zaangażowaną w kastrowanie własnego dziecka?
Jak można uwierzyć, że nasza kobieca seksualność jest zła i brudna i trzeba ją wyciąć, okaleczyć, zniszczyć?
Ile wieków trzeba było tego słuchać, żeby w to uwierzyć?
I tak zatruć więź między matką i córką?
Tak, ja wiem, jakie są argumenty - bo ja to przeżyłam, moja matka, babka i prababka, bo taka jest tradycja, kultura, religia, bo bez tego nie wyjdę za mąż...
W dupie mam taką religię i kulturę!
W dupie mam szacunek dla innych tradycji!
Chciałabym, żeby żadna matka nigdy, pod żadnym pozorem i za żadnym wytłumaczeniem, nie krzywdziła tak swojej córki. I nigdy nie stawała przeciwko niej w imię jakiejś tam pieprzonej tradycji.
Żeby to błędne koło zostało przerwane.
I żeby już żadna dziewczynka nie doznawała takiego cierpienia jednocześnie czując za sobą ciepło ciała matki.
Taką intencję wyrażam.
Niech tak się stanie!
I dołączam się nią do wielu osób, które działają na świecie przeciwko obrzezaniu dziewczynek.
Wyrażam też ogromny szacunek do Waris Dirie, ambasadorki ONZ do walki z okaleczaniem żeńskich organów płciowych.
Według danych ONZ na świecie żyje około 130 mln obrzezanych kobiet, 2 mln rocznie, czyli 6 tys. dziennie pada ofiarą tej praktyki.
Niech to się skończy!
piątek, 18 czerwca 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
"...nigdy nie stawała przeciwko niej w imię jakiejś tam pieprzonej tradycji" - dodałabym: jakiejkolwiek pieprzonej tradycji. Na naszym gruncie takim czynem jest dla mnie np. notoryczne wciąż wyrzucanie z domu córek w niespodziewanej ciąży.
OdpowiedzUsuń