Niezwykła jest przestrzeń i cisza w beskidzkich dolinach.
Gościnność Domu na Łąkach jak zwykle otulająca spokojem.
Dobrze jest tam wracać i z rozkoszą stwierdzać, że nic nie trzeba.
Za to można leżeć na kocu, czytać, spać, uczyć się szydełkować (to ja), uczyć się chodzić (to Zosia), uczyć się negocjować z grupą bardzo różnych dzieci (to Antek).
Czasem pójść w góry, czasem nie ruszać się z ogrodu.
Ale można pojechać do Bardejowa na rytualny spacer po cudnym rynku lub pobuszować w "tanich odzieżach" pobliskich miasteczek. (wracam ze skarbami :-)
A po obiedzie wyruszać całą gromadą do wiejskiego sklepu na lody Koral i Wysowiankę Lemon. (kto nie pił, niech żałuje :-)
I siedzieć pod sklepem na ławce i nigdzie się nie śpieszyć.
Kwintesencja wakacji.
My też byliśmy (w połowie lipca), dzięki za super namiary!!! Było cudnie i za rok na pewno wracamy. Dla mnie przebojem nr 1 były godziny spędzone nad potoczkiem - w miłym cieniu, wśród mniejszych i większych fantastycznie wygładzonych kamieni, Ludwiś był zachwycony taką ekologiczną zabawką :-) Ignacy i Róża oszaleli na punkcie parku linowego w pobliskiej Krynicy, a Hania na punkcie Watry - nie odstępowała jej na krok.
OdpowiedzUsuńPrzesyłam wakacyjne pozdrowienia!!!
Iza (mama 4, z ubiegłorocznego Kręgu)
Iza, bardzo się cieszę, że Wam się podobało :-)
OdpowiedzUsuńTak, Watra ma anielską cierpliwość, a park linowy w Krynicy i nas wciągnął.
Relacja na blogu niebawem :-)