Wszyscy pojechali na ferie.
Dookoła cicho i czysto.
Nigdzie nie widać klocków, połamanych kredek, rozrzuconych ubranek.
Z nikim nie trzeba rozmawiać, nikomu czytać, tłumaczyć, nikogo wychowywać, tulić, usypiać, karmić, bawić...
Ożywczy BRAK DAWANIA.
Można złożyć macierzyński radar, wyłączyć nadajniki i odbiorniki.
W ciszy słychać w końcu swoje myśli.
Mogą wybrzmieć do końca - nieprzerywane kąpielą, pakowaniem plecaka do szkoły, wzywaniem w nocy do przytulenia...
Łzy, tlumione od wielu dni (tygodni?), mogą wreszcie płynąć.
Rozkoszuję sie każdą minutą, jak nabrzmialym w letnim słońcu owocem.
Dawanie jest cudem.
Dawanie jest wyczerpujące.
Każdej matce należy sie regularne ododsobnienie.
Żeby znowu się słyszeć.
Żeby się po drodze nie zgubić.
Żeby żyć pełnią.
I żeby tęsknić.
oj tak, tak...
OdpowiedzUsuń na zawszeTęsknię za tym "ododsobnieniem". Myślałam, że ze mną coś nie tak. Miło przeczytać, że to "normalne".
OdpowiedzUsuń na zawszeAnita
Zazdroszczę :-) ja muszę na taką chwilę jeszcze dłuuugo poczekać.
OdpowiedzUsuń na zawsze